koszyk     zarejestruj się
  Katalog wszystkich naszych
  książek w formacie pdf
W twoim koszyku
znajduje się 0 elementów
        HOME         NOWOŚCI         PROMOCJE         ARTYKUŁY         POMOC         KONTAKT

SOROS Życie i czasy mesjańskiego miliardera


Nazwa ksiazki :
SOROS Życie i czasy mesjańskiego miliardera

Autor : Michael T. Kaufman
Liczba stron : 386
Rok wydania : 2003
Wydawnictwo : CeDeWu
ISBN : 83-87885-39-8


Termin realizacji : 48 godzin
Cena rynkowa : 70.53
Oszczędzasz : 16.53 zł ( 23.44 % )

Nasza cena : 54.00 zł.
DO KOSZYKA


Zapraszamy Cię do przeczytania ciekawego opisu




WPROWADZENIE

Jak bez wątpienia każdy autor, mam nadzieję, że historia zawarta w tej książce jest o wiele
lepsza i bardziej frapująca niż historia samej książki. Niemniej jednak, wydaje mi się
sensownym, aby na samym początku wyjaśnić jak doszło do napisania tej biografii, a w
szczególności, aby opisać historię mojej znajomości z jej bohaterem, George'm Sorosem.
Pokrótce: osoba George'a Sorosa była mi znana i intrygowała mnie już od ponad 10 lat,
zanim wiosną 1995 roku otrzymałem telefon z jego instytutu Open Society z propozycją
wyjazdu do Pragi i redagowania tam pewnego czasopisma. Wydawnictwo, które finansował
Soros nosiło tytuł Transitions i poruszało tematy społecznej, politycznej i ekonomicznej
transformacji jaką przechodziło wtedy jakieś 30 państw wychodzących z komunizmu. W
momencie otrzymania tej niespodziewanej oferty szczęśliwie kończyłem trzeci rok pisania
sentymentalnych felietonów dla The New York Times pod tytułem "About New York", w
których prezentowałem często nadzwyczajne historie życia mało znanych nowojorczyków.
Przejście od mojej kolumny w Timesie do redagowania Transitions było skokiem na głęboką
wodę, ale ludzie, którzy złożyli mi tę propozycję wiedzieli, że w połowie lat osiemdziesiątych
relacjonowałem dla Timesa o sytuacji w Europie Wschodniej, a jako redaktor działu
zagranicznego gazety w latach 1989-1992 zajmowałem się sprawozdaniami dotyczącymi
spektakularnego upadku komunizmu. Znali również moją książkę o Polsce, napisaną w 1988
roku, w której to przewidziałem przynajmniej część demokratycznych przemian, które miały
miejsce w rozpadającym się bloku wschodnim.
W każdym razie ludzie Sorosa mieli swoje powody, aby zaproponować ten etat mnie, a ja
miałem powody, aby na tę propozycję przystać. Po 38 latach pracy w The Times, z czego 14
jako korespondent zagraniczny, coraz pełniej zdawałem sobie sprawę, że istnieją małe szanse,
aby moja przyszłość w gazecie była równie interesująca co przeszłość, a mnie nie dosyć było
przygód. Sama praca również wydawała się ambitną i wartą zachodu: redagowanie
poważnego wydawnictwa zajmującego się sprawami regionu, który przechodzi głębokie, choć
do końca nieodgadnione, zmiany. W pewnym sensie była to możliwość opisywania epoki
takiej jak reformacja czy oświecenie. Wiedziałem też, że Praga to piękne miasto.
Był także inny bodziec. Biorąc tę pracę, miałbym okazję dowiedzieć się wiele na temat
działalności dobroczynnej fundacji Open Society, a w szczególności na temat jej założyciela,
multimiliardera - George'a Sorosa. Choć wtedy jeszcze nie myślałem o napisaniu o nim
książki, uznawałem go za fascynującą i nieuchwytną postać.
Po raz pierwszy usłyszałem o nim kiedy mieszkałem w Warszawie. Dysydenci z całej Europy
Wschodniej, którzy byli moimi informatorami i przyjaciółmi opowiadali mi o pewnym
tajemniczym Amerykaninie, który przekazywał swoje pieniądze na wsparcie ich walki z
reżimem komunistycznym. Według ich pobieżnych relacji Soros był bogatym spekulantem
finansowym, który za wszelką cenę starał się uniknąć rozgłosu na swój temat, jak i na temat
swoich projektów. Koledzy powiedzieli mi, że jest Żydem i urodził się w Budapeszcie, gdzie
jako chłopiec przetrwał hitlerowską okupację. Po wojnie, kiedy Związek Radziecki zacieśnił
swoją kontrolę nad Węgrami, nastoletni Soros zdołał prześlizgnąć się pod opadającą żelazną
kurtyną i przedostał się do Wielkiej Brytanii. Studiował tam w London School of Economics.
W połowie lat pięćdziesiątych przybył do Stanów Zjednoczonych by rozpocząć karierę na
Wall Street.
Tych kilka szczegółów z życia Sorosa bardzo mnie zainteresowało i pamiętam, że
próbowałem odnaleźć jego nazwisko w Who's Who, jednak bezskutecznie. W ciągu
następnych kilku lat udało mi się jednak dowiedzieć o nim czegoś więcej. Przekazywał swoje
pieniądze dla Solidarności w Polsce, dla Karty 77 w Czechosłowacji oraz dla grup
dysydenckich w Moskwie. Później otworzył fundację w komunistycznych Węgrzech i
zapewniał setki stypendiów zagranicznych dla studentów ze Wschodu.
W 1986 roku miałem sposobność osobiście spotkać Sorosa i wymienić z nim uścisk dłoni
przy okazji mojego wykładu dla grupy Amerykanów węgierskiego pochodzenia, który
wygłosiłem w Nowym Jorku. Poproszono mnie wówczas, abym postarał się znaleźć więcej
szczegółów na temat omawianej przeze mnie historii tajnej części cmentarza w Budapeszcie,
gdzie w nieoznaczonych grobach spoczywają szczątki kilkuset osób pomordowanych w
antyradzieckim powstaniu z 1956 roku. Kiedy ponownie przyleciałem do Europy,
dowiedziałem się, że Soros pokrył koszty mojej podróży.
Trzy lata później wróciłem do Nowego Jorku, gdzie, redagując dział zagraniczny The Times,
pilnie śledziłem wydarzenia rewolucyjne w Europie. Choć w tamtym okresie nazwisko
Sorosa ciągle nie było znane szerokiej opinii publicznej, to coraz częściej mogłem usłyszeć je
z ust ludzi zaangażowanych w walkę o prawa człowieka i tych, którzy bacznie obserwowali
upadek komunizmu w Europie. Jego węgierska fundacja wkrótce dała początek podobnym w
Polsce, Czechosłowacji, Ukrainie, państwach nadbałtyckich, Rosji i na Bałkanach. Planował
stworzenie międzynarodowego uniwersytetu. W tamtym okresie dość często odwiedzali mnie
moi dawni dysydenccy koledzy i opowiadali o swoich wizytach u Sorosa w jego letnim domu
na Long Island, o wspólnej grze w szachy i dyskusjach filozoficznych. Uznawali go za
światowego, gruntownie wykształconego intelektualistę, który zdawał się cenić ich
towarzystwo ponad towarzystwo biznesmenów.
W tamtym czasie Soros nadal zagorzale strzegł swojej prywatności. Jako finansista nauczył
się unikać rozgłosu, przesądnie bojąc się, że nagłośnienie mogłoby przynieść pecha jego
doskonale prosperującemu funduszowi inwestycyjnemu Quantum. Dlatego, kiedy rozszerzał
swoją działalność filantropijną, stale trzymał się w cieniu i do początku lat
dziewięćdziesiątych pozostał anonimowy dla większości amerykańskiej opinii publicznej,
która z łatwością rozpoznawała i często czciła o wiele mniej znaczących plutokratów.
Wszystko to uległo zmianie po 16 września 1992 roku, kiedy to rząd brytyjski porzucił
dotychczasowe zobowiązanie do podtrzymywania wartości funta. Soros nie był co prawda
jedynym spekulantem, który zbił majątek na wydarzeniu zwanym przez Brytyjczyków czarną
środą, ale jego zyski należały do największych, więc skończył jako główny bohater wielu
artykułów w brytyjskiej prasie. W momencie kiedy jego roześmiane giełdowe zdjęcie
spoglądało na nagle zubożałych czytelników pism ilustrowanych, perspektywa dalszej
anonimowości znikła. Oblegany przez dziennikarzy, Soros w końcu zdecydował się otwarcie
opowiedzieć o tym, czego dokonał w sferze finansów, jak i filantropii. Podjął świadomą
decyzję, aby wykorzystać swoją złą sławę jako "człowieka, który rozbił Bank Anglii" dla
uzyskania wpływów wśród światowych przywódców i aby stać się, jak on to mówił, mężem
stanu bez obywatelstwa.
Jego pierwsze publicznie wygłoszone postulaty reformy Banku Światowego i zorganizowania
drugiej wersji planu Marshalla by pomóc Europie Wschodniej, zostały odrzucone, a nawet
otwarcie wyśmiane. Jednak z czasem jego reputacja rosła, a jego organizacja charytatywna z
powodzeniem podejmowała się coraz śmielszych i bardziej ryzykownych zadań, które
odstraszały nawet najpotężniejsze suwerenne rządy. W końcu uzyskał dostęp do światowych
przywódców i według słów Mortona Abramowitza z organizacji Carnegie Endowment for
Peace, Soros stał się "jedynym prywatnym obywatelem, który prowadzi swoją własną
politykę zagraniczną." Pod koniec wieku rokrocznie nominowany był do Pokojowej Nagrody
Nobla.
Jedną z jego najbardziej pomysłowych interwencji było przekazanie 50 mln dolarów dla
mieszkańców Sarajewa, aby pomóc im przetrwać krwawe oblężenie miasta podczas wojny w
Bośni. Częścią tego projektu było spektakularne wybudowanie w czasie wojny stacji
uzdatniania wody, zapewniającej bieżącą wodę dla miasta, w którym serbscy snajperzy
regularnie zabijali kobiety napełniające wiadra przy studniach. W innym okazałym
przedsięwzięciu, Soros wydał ponad 100 mln dolarów by uchronić rosyjską naukę od
zbliżającego się bankructwa.
W czasie, gdy tego typu projekty zyskiwały coraz większą uwagę, Soros stawał się coraz
bardziej znany również jako jeden z najbogatszych ludzi świata. W latach
dziewięćdziesiątych jego nazwisko stale znajdowało się w corocznych rankingach prasowych
najlepiej zarabiających, najbogatszych i najhojniejszych ludzi świata. Jeśli chodzi o
działalność charytatywną, nie tylko wielkość datków wyróżniała Sorosa z pośród innych. Jego
osobiste zaangażowanie w realizowane projekty było niedoścignione dla żadnego innego z
żyjących filantropów; wywoływało porównania do zaangażowania Andrew Carnegie i Johna
D. Rockefellera. Soros nigdy nie ograniczał się tylko do sponsorowania projektów - sam je
obmyślał, nadzorował, majstrował przy nich, a gdy okazywały się nieskuteczne, zamykał je.
Pracował nad nimi z takim samym zapałem i wykorzystując tę samą taktykę, co w przypadku
swoich finansów. Co więcej, wszystkie jego przedsięwzięcia miały swoje racjonalne
przesłanki, które wyciągnął z nauk swojego mentora, filozofa Karla Poppera, aby wspierać
kształtowanie się "otwartych społeczeństw" tam, gdzie jeszcze nie istnieją oraz bronić je
przed wrogami tam, gdzie już są. Kiedy podczas ceremonii wręczania nagród Uniwersytetu
Oksfordzkiego zapytano go z czym chciałby, aby go utożsamiano, zaproponował następujące
określenie: "George Soros, spekulant finansowy, filantropijny i filozoficzny."
Zanim wyjechałem do Pragi, znałem przynajmniej kilka z tych faktów. Widziałem jego
profile w kilku magazynach, wywiady telewizyjne. Przeczytałem kilka książek Sorosa i wiele
spośród jego artykułów prasowych. Jednak, tak jak przypuszczałem, kiedy zacząłem moją
nową pracę przekonałem się, że wizerunek Sorosa, w pełni dostępnego dla ludzi z jego
altruistycznego imperium, był diametralnie różny - dużo bogatszy i bardziej paradoksalny -
od prezentowanego w mediach.
Atmosfera wewnątrz charytatywnej sieci Sorosa przyprawiała o zawroty głowy. Wszystko
nieustannie się zmieniało - dotyczyło to zarówno ludzi, jak też wszelkich programów i
pomysłów. Misja organizacji była rutynowo odrzucana i korygowana. Mimo to, czas
pomiędzy powstaniem pomysłu, a jego realizacją był wyjątkowo krótki, nawet jak dla
dziennikarza, który całe swoje zawodowe życie pracował pod ciągłą presją terminów. To
gorączkowe tempo narzucał sam Soros. Półstronicowa notatka służbowa wystarczyła, aby
skłonić go do rozpoczęcia projektu wartego 100 mln dolarów zaraz po tym, jak ją przeczytał.
Wśród ludzi z sieci panowało żartobliwe przekonanie, że jeśli Soros przez godzinę siedziałby
obok kogoś w samolocie, to najprawdopodobniej zatrudniłby tę osobę na stanowisko prezesa
jednej ze swoich fundacji, ale tylko po to, by po kilku tygodniach ją zwolnić. Inna szeroko
krążąca opinia głosiła, że: "Soros to słowo, które w języku węgierskim znaczy skłonność do
nagłych zmian zdania." Najczęściej ludzie i ich pomysły spotykały się z silnym, lecz
jednocześnie krótkotrwałym entuzjazmem Sorosa. Rzadko kogo natomiast określał mianem
"człowieka czynu" - wyrazem jego najwyższego uznania. Zawsze poszukiwał "ludzi czynu."
Chaos był powszechny, a katastrofy często się zdarzały. Niektóre projekty załamywały się,
lub przeobrażały się w inne. Pojawiały się konflikty z przywódcami krajów, były również
skandale i przypadki korupcji wewnątrz sieci. Jednakże, w jakiś przedziwny sposób, pomimo
całego zgiełku i gorączkowego tempa - a może właśnie dzięki nim - Soros śrubował
nadzwyczajny rekord w skutecznej filantropii. Oprócz kampanii w Sarajewie i uratowania
rosyjskiej nauki, jego rozrastające się projekty obejmowały reformę systemu edukacji
przedszkolnej w ponad 30 krajach, wprowadzenie nowoczesnych nauk społecznych do
krajów, gdzie dyscypliny te przez lata zamierały w cieniu ideologii marksistowskiej,
przekwalifikowanie tysięcy oficerów armii komunistycznej i przysposobienie ich do
cywilnego życia w warunkach wolnego rynku, jak również połączenie dziesiątek
uniwersytetów z bloku wschodniego z Internetem.
Przez dwa i pół roku mojej pracy w Pradze miałem okazję obserwować Sorosa na małych i
wielkich zebraniach, gdzie spotykałem setki ludzi, którzy z nim współpracowali i którym
pomagała jego fundacja. Brałem także udział w wielkich festynach, na które co roku Soros
zapraszał pracowników Open Society ze wszystkich krajów, od Haiti po Uzbekistan, aby
wspólnie przedyskutować to co robią, powinni robić lub mogliby robić. Na festynach w
Budapeszcie oraz na innych mniejszych zebraniach delegaci nawiązywali kontakty i spędzali
większość wolnego czasu rozmawiając o Sorosie, który dla wszystkich był po prostu
George'm.
Takie rozmowy zwykle rozpoczynały się od odniesienia do czegoś, co Soros powiedział lub
zrobił, lecz potem szybko zbaczały na tematy krążących o nim plotek i spekulacji. Na
przykład, czy Soros zamierza przenieść swoją działalność filantropijną z Europy do Ameryki?
Czy chce rozdać wszystkie swoje pieniądze zanim umrze? Czy ktokolwiek wierzył, że
wolałby napisać jakiś wielki tekst filozoficzny niż zarabiać nowe pieniądze? Czy to prawda,
że jego żona nie lubi Węgier? Dlaczego nie ma prywatnego samolotu? Czy ma jakichś
bogatych przyjaciół? Czy w głębi serca jest socjaldemokratą? Pomagając tak wielu krajom,
dlaczego nigdy nie pomógł Izraelowi? Dlaczego, wiedząc o wszystkich skandalach i korupcji
w Moskwie, ciągle jest tak bardzo zaangażowany w pomoc dla Rosji? Czy naprawdę sądzi, że
walka z korupcją może być światowym problemem późnych lat dziewięćdziesiątych, tak jak
prawa człowieka były nim w latach osiemdziesiątych? Czy na poważnie kwestionował
politykę antynarkotykową w Ameryce? Czy na prawdę zamierzał wybudować uniwersytet w
Warszawie jako drugi po tym w Budapeszcie? Który z aktualnie mniej znanych projektów
organizacji jest jego ulubionym - plan gwarantowanych kredytów mieszkaniowych dla setek
tysięcy czarnoskórych obywateli RPA, czy może albański projekt skupiający się na
budowaniu szkół by wskrzesić ducha wspólnoty i społeczeństwa obywatelskiego? Czy jest
bardziej Europejczykiem czy Amerykaninem? Czy jest dobrym ojcem? Czy jest nieśmiały
czy arogancki? Jak duże jest jego ego? Czy jego filozofia, lub filozofia Karla Poppera ma
jakikolwiek sens? I przede wszystkim - kim on jest? Skąd się wziął? Co sprawiło, że jest tym
kim jest?
Uczestniczyłem w dziesiątkach tego typu obrad, gdzie hipotezy i anegdoty o Sorosie były
wygłaszane do późna w nocy. Jakkolwiek opinie na temat Sorosa mogły się różnić, zawsze co
do jednego była zgoda: z pewnością nie był kolejnym, zwykłym bogatym człowiekiem.
Często podczas tych zakrapianych winem rozmów ludzie sięgali do historycznych analogii,
aby przybliżyć jego osobę sobie i innym. Najczęściej porównywano go do Rockefellera i
Carnegie, ale mowa była również o zaangażowanych intelektualistach i moralizujących
działaczach takich, jak: Albert Schweitzer, Mahatma Gandhi, Bertrand Russell, André
Malraux, czy o bogaczach parających się rozwiązywaniem światowych problemów, jak:
potentat naftowy Armand Hammer, kanadyjski pacyfista Cyrus Eaton, czy Bernard Baruch -
inwestor, który był doradcą amerykańskich prezydentów.
Aluzje literackie czasami wydawały się nawet bardziej właściwe. Niektórzy doszukiwali się
podobieństwa Sorosa do arystotelesowego króla filozofa, który łączył w sobie wiedzę, środki
i ogromną autonomię. Inni proponowali Don Kichota, dzielącego z Sorosem zarówno
moralistyczną naiwność, jak również szczególne upodobanie do ryzykownych przedsięwzięć.
Z popkultury wybrano Daddyego Warbucksa, cynicznego obrońcę wiecznie niewinnej Annie
Orphan, Czarnoksiężnika z Oz, a nawet Goldfingera z filmu o Jamesie Bondzie, który
przecenił swoje siły zamieniając pieniądze na władzę i vice versa.
Podczas jednego z takich wieczorów zastanawiano się nad przyczyną tak wielkiej fascynacji
życiem Sorosa, jaką przejawia wielu z tych, którzy go poznali. Zasugerowano, że wynika ona
z faktu, iż jego życie jest urzeczywistnieniem najczęściej współcześnie snutego marzenia o
wygraniu wielkiej sumy na loterii. W podstawowej jego wersji, marzyciel wyobraża sobie
wygranie ogromnych pieniędzy i szczodre wykorzystanie ich na rzecz ulepszenia świata.
Pierwsze kroki w takiej sytuacji są oczywiste - poprawa własnego bytu i bytu swojej rodziny
- ale co po tym? Od czego powinno się zacząć? Soros przykuwa tak baczną uwagę, gdyż
zrobił o wiele więcej niż pierwszy krok, może więcej niż ktokolwiek wcześniej w
rzeczywistości czy w literaturze.
Wiosną 1998 roku zakończyłem swoją pracę w Transitions i wróciłem do Nowego Jorku,
gdzie ponownie dołączyłem do redakcji Timesa, tym razem do działu nekrologów.
Zajmowałem się przygotowaniem artykułów biograficznych dotyczących popularnych,
żyjących osobistości, które były wykorzystywane w momencie ich śmierci. W związku z tą
pracą czytałem wiele biografii i całkiem naturalnie dotarło do mnie, że życie Sorosa byłoby
niewątpliwie ciekawym tematem książki. Dowiedziałem się jednak, że znalazł się już
zainteresowany autor i jemu to powierzono napisanie takiej biografii. Kilka miesięcy później
koledzy z Europy, którzy wiedzieli o moim zainteresowaniu Sorosem, powiadomili mnie o
rezygnacji tamtego autora i namawiali, abym spróbował swoich sił.
Byłem bardzo zainteresowany, ale istniały pewne problemy. Z jednej strony, wyraźnie
lubiłem i podziwiałem Sorosa. Choć nigdy nie myślałem o nim jako o swoim przyjacielu, to
przestałem zwracać się do niego "panie Soros" i podobnie jak wszyscy jego współpracownicy
nazywałem go po imieniu. Poza tym, Soros płacił mi pensję kiedy byłem w Transitions. Czy
wszystkie te okoliczności nie nadwerężają mojej wiarygodności? Ostatecznie doszedłem do
wniosku, że byłyby one równoważone przez zwyczaje i odruchy nabyte przez 40 lat pracy
jako dziennikarz, które zmusiłyby mnie do rzetelnego śledzenia historii, gdziekolwiek by nie
prowadziła.
Była także kwestia dostępu. Czy Soros byłby skłonny dostarczyć mi wszelkich informacji
jakich będę potrzebował? Kiedy spotkałem się z nim, aby o tym pomówić, oznajmił mi, że
zerwał kontakt z pierwszym autorem, który następnie całkowicie zrezygnował ze swoich
starań. Soros powiedział, że po początkowym udzielaniu informacji autorowi i pozwalaniu
mu na towarzyszenie w podróżach, nagle zaczął czuć się niezręcznie. Podkreślał, że autor
miał prawo do obserwowania jego życia z dowolnej perspektywy i do napisania dowolnego
rodzaju książki o nim, ale dodał, że nie czuł się zobligowany do pomagania komuś, komu nie
ufał. W przypadku mojej propozycji zagwarantował pełną współpracę.
Powiedziałem mu, że jako profesjonalista będę zobligowany do przewertowania jego szaf w
poszukiwaniu trupów i ujawniania ich, gdyby rzeczywiście je miał. Powiedział, że to
rozumie. Powiedziałem mu również, że od najmłodszych lat byłem wychowywany w
przekonaniu, że niemożliwym jest, aby naprawdę bogaty człowiek mógł być naprawdę
dobrym człowiekiem. Odpowiedział, że on również i że to dobre założenie.
Kilka dni później przysłał mi następującą wiadomość: "Potwierdzam pisemnie to, co
powiedziałem ci osobiście. Jeśli podpiszesz kontrakt na książkę będę gotowy do współpracy i
zachęcę do niej innych. Nie chcę mieć żadnego wpływu na treść tej książki, chciałbym
jednak, aby zawierała wyraźne stwierdzenie, że nie jest to biografia autoryzowana."
Pozwólcie więc, że teraz swoimi słowami podkreślę, iż nie jest to biografia autoryzowana. To
moja książka, a nie George'a Sorosa. To także książka o życiu żyjącego człowieka, który w
chwili jej napisania miał 70 lat i nadal był bardzo aktywny i zdolny do dalszych
niespodzianek i osiągnięć. Chcę wyraźnie oświadczyć, że Soros spełnił daną mi obietnicę.
Udzielił mi niezliczonej ilości wywiadów, pozwolił towarzyszyć sobie w wyjazdach do Rosji
i na Węgry i uczestniczyć w spotkaniach zarządu Open Society. Dostarczał osobiste
dokumenty, włącznie z korespondencją i niepublikowanymi manuskryptami napisanymi w
młodości. Wstawił się za mną u członków swojej rodziny, starych przyjaciół i wspólników,
namawiając ich do porozmawiania ze mną.

Michael T. Kaufman, kwiecień 2001

CZYTAJ WIECEJ FRAGMENT


                     Home    Nowości    Promocje    Artykuły    Pomoc    Kontakt  

                                © Copyright 2004-20011 Świat Książek - Buisnesowa Księgarnia Internetowa. All rights reserved.
                                Przeczytaj o naszej Polityce Prywatności oraz Nocie Prawnej
                                sitemap : sitemap 1 sitemap 2


Witamy w naszej księgarni!

Wiedza zawarta w naszych książkach jest dyscypliną, która umożliwi Ci zdobycie ogromnego przychodu, pozwoli Ci uruchomić potężną motywację, umożliwi Ci uczenie się w przyśpieszonym tempie, poza tym da Ci narzędzia, które pozwolą Ci wygenerować arsenał pieniędzy, oraz równocześnie sprawi, że będziesz miał więcej wolnego czasu...
Książki audio - audio biznes
Inwestycje i giełda
E książki Eksiążki Ebooki - Biznesowe Książki Elektroniczne
Ekonomia
Finanse i bankowość
Marketing i zarządzanie
Języki obce
Integracja europejska
Handel i sprzedaż
Dla managera
Metody ilościowe i statystyka
Prawo
Rachunkowość
 Szukaj
1. Bogaty ojciec, Biedny ojciec
2. Kwadrant przepływu pieniędzy
3. Inwestycyjny poradnik bogatego ojca
4. Szkoła biznesu
5. Cashflow 101